Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Jozek ciagle szuka dobrego klubu
Józef Kwit – kandydat do gry w Śląsku Wrocław
Polak z Norwegii
2006.07.03
Jako 16-latek wyjechał na turniej do Norwegii. – Tam wpadłem w oko miejscowym łowcom talentów, którzy zaproponowali, abym u nich uczył się futbolu – wyjaśnia Józef Kwit, który po prawie 8 latach gry w Skandynawii chciałby spróbować swoich sił w Śląsku. – Gra w Śląsku to wyzwanie. Gdy usłyszałem, że we Wrocławiu jest organizowany casting dla piłkarzy, to natychmiast wysłałem tu swoje CV – opowiada zawodnik, który od 16. roku życia uczył się grać w piłkę nożną w Norwegii. – Jestem wychowankiem Orła Mieroszów i z tym klubem pojechałem na turniej do Skandynawii. Po kilku udanych meczach zaczepili mnie przedstawiciele I-ligowego Stabeak i zaproponowali, abym u nich został – opowiada Kwit. Pozostanie nieletniego piłkarza na obczyźnie nie było jednak łatwe. – Było z tym mnóstwo problemów prawnych, ale najtrudniej było przekonać rodziców, którzy bali się puścić mnie samego w nieznane. Zgodzili się dopiero po bardzo długich namowach – wyjaśnia nasz rozmówca. Norwegia to raj dla młodych zawodników, którzy mają tu doskonałe warunki do szlifowania swoich talentów. Skandynawowie każdego roku wydają na świat kolejne piłkarskie perełki, a norwescy piłkarze grają dziś w najlepszych ligach europejskich. – W Norwegii miałem takie warunki, o jakich moi rówieśnicy w Polsce mogli tylko pomarzyć. Klub dbał nie tylko o mój rozwój sportowy, ale i intelektualny. Na początek musiałem nauczyć się miejscowego języka. Nie jest taki trudny jak się w Polsce wydaje. Później skończyłem szkołę średnią. Władze klubu opiekowały się mną jak rodzina. Po ukończeniu szkoły działacze pomogli mi w znalezieniu zajęcia. Dziś prowadzę w Norwegii firmę handlową, która sprzedaje różnego rodzaju alarmy. A gdy stwierdzono, że jeszcze jestem za słaby, aby występować w I lidze, to załatwiono mi grę w klubie III-ligowym. W jednym sezonie strzeliłem 18 bramek i byłem nawet królem strzelców – opowiada Kwit, który na boisku najlepiej czuje się w roli lewego pomocnika. Nawet najlepszy prezes klubu, koledzy z drużyny czy ciekawe zajęcie nie zastąpią rodziny. – Dlatego postanowiłem wrócić do kraju. Miałem już dość życia na obczyźnie – wyjaśnia zawodnik, który już po raz drugi próbuje odnaleźć się w rodzimym futbolu. – Kilkanaście miesięcy temu grałem przez krótki czas w Hetmanie Zamość. Było fajnie, dopóki nie upomniałem się o swoje pieniądze. Kilka godzin później prezes klubu wyrzucił mnie na bruk – wspomina to nieprzyjemne zdarzenie 24-letni piłkarz. Józef pochodzi z bardzo usportowionej rodziny. Jego mama – Anna Kwit w przeszłości uprawiała lekkoatletykę, a ojciec Józef w młodości interesował się wieloma dyscyplinami sportu. – W sezonie grał w piłkę nożną w Wałbrzychu, a zimą zakładał narty i uczestniczył w różnych zawodach – mówi piłkarz, który ma pięcioro rodzeństwa. Czterech braci i jedną siostrę. – Tylko jeden z braci nie ma żyłki do sportu. W piłkę w IV lidze w Norwegii gra za to Remigiusz od ktorego Jozef uczyl sie gry w pilke i zawsze staral sie jemu dorownac, a siostra Klara uprawia taekwondo – wyjaśnia kandydat do gry w Śląsku. Najbardziej znanymi sportowcami w rodzinie Kwitów są jednak o rok młodsi od Jozefa jego bracia – bliźniacy Julian i Lucjan, ktorzy odnoszą coraz większe sukcesy w zapasach. – Gdy byłem dzieckiem, też miałem zostać zapaśnikiem. Trochę trenowałem tę dyscyplinę sportu, ale w końcu doszedłem do wniosku, że moją największą pasją jest piłka nożna – twierdzi Jozef Kwit. Czy w przyszłym sezonie uda mu się realizować życiową pasję w Śląsku Wrocław?
(ŁH)
3 comments:
Lucek bardzo lubi ukrencac lby
Skjønner ingenting jeg,,du må skrive på norsk:)
Post a Comment